W niedzielę 4 stycznia przeżywaliśmy święto Objawienia Pańskiego zwane tradycyjnie świętem Trzech Króli. W Somalomo, nowej parafii utworzonej dwa lata temu dekretem ks. bp. Jana Ozgi, był to dzień instalacji pierwszego w jej historii proboszcza, polskiego misjonarza z archidiecezji gnieźnieńskiej, ks. Mariusza Misiorowskiego. Ks. biskup Jan Ozga, ordynariusz diecezji Doume Abong-Mbang nie mógł przybyć na tę uroczystość z powodu zgonu polskiej […]

W niedzielę 4 stycznia przeżywaliśmy święto Objawienia Pańskiego zwane tradycyjnie świętem Trzech Króli. W Somalomo, nowej parafii utworzonej dwa lata temu dekretem ks. bp. Jana Ozgi, był to dzień instalacji pierwszego w jej historii proboszcza, polskiego misjonarza z archidiecezji gnieźnieńskiej, ks. Mariusza Misiorowskiego. Ks. biskup Jan Ozga, ordynariusz diecezji Doume Abong-Mbang nie mógł przybyć na tę uroczystość z powodu zgonu polskiej misjonarki, siostry Judyty ze zgromadzenia sióstr pallotynek. Uroczystości przewodniczył ks. dziekan Franciszek Filipiec ze zgromadzenia księży Marianów, dawny wikariusz generalny diecezji Doume. W koncelebrze znalazł się proboszcz sąsiedniej parafii Najśw. Sakramentu w Essiengbot, ks. prał. Eugeniusz Bednarek. W uroczystości brali udział nie tylko katolicy z parafii św. Filipa w Somalomo, ale także protestanci z kameruńskiego kościoła prezbiteriańskiego, a nawet muzułmanie. Zaproszeni byli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych na czele z panią podprefektową, panią wiceburmistrz, wodzem miejscowego plemienia Badjoue (Badżue) oraz przedstawicielami rady parafialnej i rady duszpasterskiej z przewodniczącym i katechistą na czele.

Strona Misji w Somalomo

Po obrzędach wstępnych, w uroczystej procesji kobiety wniosły Pismo Święte w koszu, w którym zazwyczaj niosą z pola zebrane plony. Następnie, po wysłuchaniu Słowa Bożego i homilii nastąpił obrzęd instalacji proboszcza, nieco zmodyfikowany ze względu na niektóre brakujące elementy. Parafia w Somalomo nie ma jeszcze kościoła, a w tymczasowej kaplicy nie ma drzwi zamykanych na klucz, stąd problem z przekazaniem kluczy do kościoła (ks. Franciszek przekazał nowemu proboszczowi klucze do swojego pokoju). Dzwonnicy też oczywiście nie było, wiernych zwołuje się tu tam-tamem, więc żeby zwyczajowi stało się zadość, zawiesiliśmy prowizorycznie stary dzwonek wiszący kiedyś przy wyjściu z zakrystii w kościele w Essiengobocie. Rolę konfesjonału zagrało plastikowe krzesło i klęcznik z odzysku (pięknie odnowiony), a kratki zrobiliśmy z obudowy od starego złomowanego tunera telewizji satelitarnej Canal Plus. W ten sposób tradycji stało się zadość, ludzie powitali nowego proboszcza brawami, dalszy ciąg Mszy świętej był już „normalny”, co wcale nie znaczy, że taki, jak w Polsce! Procesja z darami zajmuje tu ważne miejsce w liturgii; oprócz pieniędzy zbiera się dary w naturze. Tym razem wierni „zaszaleli” i przynieśli w darach 5 kur, kozę, mnóstwo bananów warzywnych i owocowych, orzeszki arachidowe, ciasto fistaszkowe i bardzo długi, kilkunastometrowy baton maniokowy, czyli coś w rodzaju twardej kluski wykonanej z ciasta z mąki maniokowej zawijanej w liście bananowca.

Taką długą kluchę ofiaruje się, jak się dowiedziałem później, szczególnie oczekiwanemu gościowi. W zasadzie wszystko się zgadza, bo parafia długo czekała na swojego proboszcza – dwa tysiące lat… Po mszy świętej i obowiązkowych przemówieniach udaliśmy się do domu pani podprefekt, która poczęstowała nas napojami, a następnie do domu dyrektora szkoły podstawowej, który jest przewodniczącym rady parafialnej. Tam czekał na nas wspaniały posiłek: ryby z pobliskiej rzeki Dja, antylopa w sosie, kury pieczone i gotowane, ndole (rodzaj szpinaku zawierający chininę, lek przeciwko malarii), pure z bananów warzywnych, ryż i wspomniany wyżej baton maniokowy. Ks. Franciszek odmówił modlitwę, w której prosił Pana, by nauczył nas dzielić się chlebem ze wszystkimi, ale po mojej cichej uwadze, że nie ma chleba, zamienił chleb na maniok, czym wzbudził ogólną radość. Parafrazując Ewangelię można powiedzieć, że wszyscy najedli się do sytości, a pozostałych ułomków zebrano tyle, że najadły się jeszcze dzieci, śpiewające w czasie posiłku religijne piosenki.

Po uroczystości wróciliśmy do Essiengbotu wioząc ze sobą kury, kozę i banany. Całe szczęście, bo seminarzyści i goście zjedli prawie wszystkie świąteczne zapasy, a pieniądze na nasze utrzymanie z diecezji jeszcze nie dotarły. Widzimy więc i odczuwamy namacalnie opiekę Bożej która czuwa nad nami i nie pozwala, by misjonarze chodzili głodni! Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiamy, a szczególnie kolędników misyjnych, którzy w tym czasie zbierają ofiary na misje. Bóg zapłać kochane dzieciaki, wasz trud jest bardzo potrzebny, bo na misjach mamy wiele dzieci, którym niezbędna jest pomoc materialna. Sam zdążyłem już adoptować chłopca-sierotę, któremu opłacam szkołę średnią. W przyszłości chce on wstąpić do seminarium. Teraz główkuję, skąd wziąć pieniądze na kolejne dzieci, a także na młodzież, która chce jechać na pielgrzymkę do naszego sanktuarium Maryjnego w Ngulemendouka. Trzeba ich zawieźć i przywieźć oraz zapewnić wyżywienie, gdyż sami nie są w stanie tego opłacić. Gdyby się ktoś znalazł w Polsce, kto chciałby opłacić taki wyjazd, albo adoptować jakieś dziecko, to podaję niżej nr konta.
Z Bogiem!

Ks. Mariusz Misiorowski, pierwszy proboszcz parafii św. Filipa w Somalomo w Kamerunie.
Konto INTELIGO Nr 50 1020 5558 1111 1062 0970 0077